Pożegnanie...
Już czas się pożegnać…
Nie mogłam zabrać się do napisania tej informacji od dłuższego czasu… Ale nie możemy już dłużej udawać przed samymi sobą i przed Wami, że nic się nie stało. Nigdy nie zaakceptujemy ani nie pogodzimy się z tym faktem, ani z tym, jak do tego wszystkiego doszło. Niestety jednak to zdarzenie miało miejsce… 21 września odszedł od nas Dream Time, moje serce, moja dusza… Nasz ukochany, najwierniejszy przyjaciel.  Zmarł z powodu zbyt późnej diagnozy, a następnie niewiarygodnej serii błędów i zaniedbań weterynarzy. Walczyliśmy o jego życie 21 długich dni. Jesteśmy mimo wszystko wdzięczni za każdy dodatkowy wspólny dzień. Dreamek walczył o swoje życie i bycie z nami z niesłychaną determinacją.

Był dla nas absolutnie wyjątkowym kotem. Taka relacja z drugim stworzeniem zdarza się raz w życiu. Nigdy nie pogodzimy się z tym, że ostatecznie jednak go zawiedliśmy, nie daliśmy rady... Poruszyliśmy niebo i Ziemię, ale niestety nie jesteśmy weterynarzami, chirurgami. Nie udało się nam go uratować… Dreamek był zdrowym, niesłychanie mocnym, ogromnym kocurkiem. Dzięki temu przeżył pierwszą operację. Miał blokadę, która doprowadziła do martwicy jelita na odcinku ponad 7 centymetrów.  Martwica była przyczyną zatrucia krwi i ciężkiego zapalenia otrzewnej. Niestety pierwsza operacja, którą jakimś cudem przeżył, nie była ostatnią. Z powodu niewiarygodnych zaniedbań i błędów weterynaryjnych, Dreamek musiał przejść jeszcze dwie kolejne operacje, których koniec był tragiczny. Dodatkowo przeszedł jedenaście transfuzji krwi, które początkowo dały nam nadzieję na wyprowadzenie go z tak poważnego stanu zagrożenia życia, ale ostatecznie nie mogły go już uratować…

Chciałabym wyrazić swoją wielką wdzięczność wszystkim naszym przyjaciołom, którzy pomogli nam ratować Dreamka. Przede wszystkim dziękuję tym, którzy bez względu na dzień, czas, dystans – niejednokrotnie liczony w setkach kilometrów – oraz własne niedogodności i troskę o swoje zwierzęta, zdecydowali się przyjechać do Warszawy razem ze swoimi kotami, nierzadko w środku nocy, aby oddać krew dla Dreamka. I to wszystko na podstawie naszego jednego telefonu… Chcielibyśmy gorąco podziękować Małgosi Młynek i Paulinie Włodarczyk, Sabinie Wojciechowskiej i Piotrkowi Pilcerowi,  Ani Stołeckiej, Kasi Jankowskiej, Marii Dobrowolskiej, Annie Komender. To było niewiarygodne przedsięwzięcie! Słowa nie mogą wyrazić co czuliśmy i wciąż odczuwamy w związku z Waszą pomocą. Choć koniec był tragiczny, proszę pamiętajcie, że każda sekunda życia Dreamka była dla nas niewiarygodnym szczęściem. Było warto!! Chcieliśmy również podziękować wszystkim pozostałym wspaniałym osobom, które na różne sposoby wspierały nas w tych szczególnie trudnych momentach. Dziękujemy!!

Dziękujemy stokrotnie panu Robertowi Żurawskiemu oraz jego zespołowi, który zgodził się przejąć opiekę weterynaryjną nad Dreamkiem w końcowym stadium jego choroby. Który walczył zawzięcie i z pełnym profesjonalnym oddaniem za każdy dodatkowy dzień… Dziękujemy Doktorze! Dziękujemy również Jerzemu Kemilewowi z banku krwi za osobiste zaangażowanie w sprawę Dreamka.

Nasz ukochany Synku, brakuje nam Ciebie każdego dnia… Znacząca część nas odeszła razem z Tobą na zawsze. Otocz nas swoją opieką, gdziekolwiek jesteś. Wierzymy głęboko, że tak właśnie robisz, że czuwasz nad nami... Dziękujemy Ci również za Twoje wspaniałe kociaki, a w szczególności Twoich wspaniałych synów – Olhana i Oiltara, którzy zostali z nami i którzy tak niesamowicie przypominają Ciebie w każdym ruchu…





 
Słodkich snów, Kochanie…
2009-12-09