EC/SC Cliff Chieftain Sedina
Kod EMS - kolor d 22 - rudy klasycznie pręgowany
Data urodzenia 12 maja 2005
Rodzice

DK* Aloa's Grayus Creamy Cat

CH Anaja Grey Shadow*PL

Waga 8 kg
Tytuły Europa Champion (Supreme Champion) - kastrat
Osiągnięcia
wystawowe
27 x EX1, 9 x EX2, 1 x NOM BIS

Cliff jest naszym pierwszym kotem maine coon.  Wiążą mnie z Cliffem absolutnie unikalne wspomnienia i emocje.

Będąc „pierworodnym”, Cliffciński, jak go czasem wołamy, zajmuje w moim sercu szczególne miejsce… Czasem łapię się na tym, że pozwalam mu na więcej niż innym kotom. Cliff jest niekwestionowanym szefem w naszym domu! Ma też swoje oryginalne nawyki i przyzwyczajenia, takie jak picie wody wyłącznie z kranu (sam sobie odkręca kurki!) czy "wegetariańskie" potrzeby żywieniowe (jada tylko suchą karmę, brzydzi się mięsem w jakiejkolwiek innej postaci).

Jak wszystkie nasze koty, tak i Cliff ma więcej niż jedno imię. Wiele z nich wymyślam pod wpływem chwili i po prostu od razu zapominam. Część jednak na stałe weszła do słownika kocich imion i na te wszystkie nasz kocurek reaguje (jeśli oczywiście ma takową potrzebę…). Gdy tylko go zobaczyłam, od razu przyszło mi na myśl imię Karmelek - od koloru mojej ulubionej kawy caramel macchiato - on też ma jaśniejsze i ciemniejsze kolory, jak kawa zmieszana z mlekiem lub ciemniejsza warstwa samego karmelu...

Po zadomowieniu się w naszym mieszkaniu, Cliff okazał się nieustraszonym małym rozrabiaką i po kilku spektakularnych wyczynach zasłużył sobie na miano Kocillii, czasem zdrobniale Kocillki. Po kolejnych, ze względu na jego energię, skłonności do łobuzerstwa oraz niepohamowaną potrzebę eksploracji otoczenia, został MoD’em, lub zdrobniale MoD’zikiem, od angielskiego wyrażenia Master of Disaster, czasem tłumaczonego na swojskie Misio Demolka. Cliff jako kociak spał mało, nie więcej niż 4-6 godzin na dobę, bawił się nieustannie, biegał po domu, wypatrywał przez okno ptaków i innych stworzeń, przy czym nieustannie na głos konwersował - do siebie lub do innych (co zresztą zostało mu do dnia dzisiejszego). Stwierdziliśmy, że przydałby się małemu towarzysz koci, dzięki czemu będzie mniej za nami tęsknił w ciągu dnia i mniej będzie skłonny do wymyślania różnych niepożądanych zabaw. W międzyczasie MoD’zik rósł i przestał być aż tak wielkim rozrabiaką... Aktualnie wiedzie życie szczęśliwego kastrata, który wciąż jest szefem naszego domu...

Haniu i Rafale, bardzo, ale to bardzo dziękuję za naszego ukochanego Rudzielca!